on

Gdzieś blisko mnie, tuz obok,
zamieszkał,
może nawet we mnie,
zabrał mi pewność siebie,
ukradł spokój,
pozbawił resztek godności,
honoru.
Zgubiłem przez niego
rozsądek, zatraciłem
namiętność.

Czuje się tak, jakby
Mnie nie było,
tego prawdziwego, który
życie kochał
I żyć chciał.
Teraz z lękiem spoglądam za okno,
nawet za dnia.
Boję se dotknąć życia.

Niebyt świata stal się
nowym domem dla myśli,
które zabierają radość,
które pozbawione są
miłosci.

Zlęknione oczy, załzawione
policzki,
zapłakana twarz.
Ukrywany strach.
Szyderczy śmiech.
Śmiertelny lęk.

Jedyne oczy.