Nowa szata „Tygodnika”

Od kilku dni Polska nie jest już tym samym krajem. Oto bowiem zmienił się format i szata graficzna „Tygodnika Powszechnego” – jednego z najistotniejszych polskich czasopism.

Choć zapewne lead tego tekstu jest przesadzony (przyznaję, że powiłem te kilka słów celowo, z przekąsem lekkim) to jednak nie można odbierać temu wydarzeniu należytej rangi. Oczywiście zmiana ta przyjęta była różnie przez poszczególnych czytelników, tym niemniej wywołała pośród nich spore emocje.

Przeczytałem tu i ówdzie, że nowy format to już nie to samo. Że format ów zabił elitarność (tak stwierdził sam ks. Adam), że kolor zabił nadzwyczajność i niezwykłość pisma. Wreszcie, że powiększenie objętości wymusiło już (sic!) obniżenie poziomu pisma.

Świadom jestem, że zmianę wymusił nowy właściciel (czy może lepiej sponsor, filantrop z Warszawy), by pismo stało się bardziej atrakcyjne. Ale powiem szczerze, że zmiany tej oczekiwałem (jak i oczekiwali jej również włodarze tygodnika). I gdy dowiedziałem się że ITI wchodzi do krakowskiej żywej legendy, przekonany byłem, że taki będzie ich pierwszy krok. Dziś jestem jednak trochę zawiedziony, że zmiany nie poszły dalej w, moim zdaniem, lepszym, a może dla niektórych bardziej radykalnym, kierunku. Mianowicie marzył mi się format, z którego korzysta większość tygodników na naszym rynku – Polityka, Newsweek, Wprost itp. Tymczasem doczekaliśmy się formatu, w którym wydawane są najczęściej dzienniki.

Mimo to zmianę uważam za korzystną. „Tygodnik” stał się przystępniejszy. Nareszcie przestał straszyć i odpychać swoim niebanalnym kształtem, pozwolił się czytać w cywilizowany sposób. Nie trzeba już bowiem, by przeczytać kontynuację artykułu z pierwszej strony, podejmować nierównej walki z kartami (bo przecież nie kartkami) papieru rozmiaru ciut mniejszego od tego, który zowie się olbrzymim.

Tym niemniej czeka „Tygodnik Powszechny” jeszcze wiele zmian, których ta opisywana jest jedynie zwiastunem. Ufam głęboko, że doczekamy się chwili, gdy TP będzie znacznie bardziej poczytnym pismem. I z tą nadzieją czekam na kolejne wyraźne zmiany.