Możemy być z siebie dumni

Gdy politolodzy i politycy niczym kapłani delfijskiej wyroczni nazywali nadchodzące jeszcze wtedy wybory jako przełomowe trudno było mi w to uwierzyć. Dziś widać, że mieli rację. Niedziela, 21 października 2007 r. przejdzie bowiem do historii jako wielki tryumf Polaków.

Mój tryumfalizm wynika głównie z dwóch powodów. Pierwszym jest rzecz jasna frekwencja. 53,8 % to magiczna kompilacja cyfr, do której odwoływać się będziemy co najmniej przez najbliższe 4 lata, niczym do heroicznego wyczynu nacji zamieszkującej nadwiślańską krainę. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał, czego najlepszym przykładem jest „racjonalne” działanie PKW. Bo przecież nawet jeśli kart było więcej gdzieś w rezerwie, to najpewniej niewiedzą błysnęli przedstawiciele okręgowych komisji. Pewnie dlatego, że nie mieli pojęcia, że istnieje coś takiego jak rezerwa kart do głosowania.

Ten niedzielny zryw narodowy był naprawdę fantastyczny. Polacy pokazali, że polityka nie jest im obca, że zależy nam na ojczyźnie. Oby tylko nie okazało to się jednorazowym powstaniem spowodowanym wielkimi nadziejami, które być może znów w części społeczeństwa rozbudzili politycy. Dobrze byłoby, gdyby kolejne wybory potwierdziły, że w Polsce powstaje społeczeństwo obywatelskie, że nasza demokracja ma się co raz lepiej. Jedynym dowodem na to będzie większa jeszcze frekwencja za cztery lata.

Drugi dowód na do zadowolenia i potwierdzający przełomowość tych wyborów to rzecz jasna porażka pewnego modelu sprawowania władzy i sposobu realizowania wizji politycznej. Rację mieli ci, którzy nazwali te wybory plebiscytem. Polacy pokazali co cenią naprawdę, pokazali, którędy nasz kraj iść powinien, że mają dość chamstwa, oszczerstw bez pokrycia, polityki nieustającego konfliktu, złośliwości i kłamstwa. W tych wyborach nie wygrała wcale Platforma Obywatelska, ale nadzieja Polaków na normalność, którą ta partia obiecywała. Polacy udowodnili więc wszystkim, co jest dla nich naprawdę ważne i jaką drogą chcą podążać, dali wskazówkę, jak powinna wyglądać polityka.

Jest jeszcze trzeci fakt, który spychany ostatnio na dalszy plan, jest być może sukcesem największym. Do Sejmu weszły tylko 4 partie – to wyraźny krok w kierunku systemu dwupartyjnego (choć do tego oczywiście potrzeba tak naprawdę zmianę ordynacji wyborczej). Jednak, co jest następstwem i zarazem kwintesencją tego faktu, z parlamentu znikną populiści w postaci partii Giertycha i Leppera. Za to Polacy powinni sami sobie postawić pomnik, bo wyeliminowanie tych dwóch panów jeszcze do niedawna wydawało się nie lada wyczynem. Dziś jest już faktem.