Franaszek: bałem się Miłosza!

Pisałem uczciwie wobec Miłosza, siebie i czytelników – mówi w rozmowie z „Wiadomościami Wrzesińskimi” Andrzej Franaszek, który w sobotę 8 października odebrał w Miłosławiu Nagrodę Kościelskich.Marcin Pera: – W posłowiu do książki „Miłosz. Biografia” napisał Pan, że chciał Pan zapytać Miłosza, jak żyć, co miałoby go – według Pana – solidnie rozbawić. Czy po napisaniu biografii znalazł Pan odpowiedź na to pytanie?

Andrzej Franaszek: – Czesław Miłosz miał życie niezwykle ciekawe i z tego punktu widzenia praca biografa była dość łatwa. W jego życiu nieustannie coś się wydarzało: wielkie miłości, namiętności, rozpacze, próba samobójcza, spektakularne eskapady w czasie wojny, nieledwie utrata życia. Pisze się o tym w pewnym sensie nietrudno. Natomiast podczas pracy nad tą książką zrozumiałem, jak trudne było życie Czesława Miłosza, ile musiał znieść. Kiedyś wydawało mi się, że fantastycznie jest wieść tak ciekawy żywot, teraz powiedziałbym jedynie, że bardzo dobrze jest nie mieć zbyt ciekawego życia.

– Na spotkaniu z młodzieżą powiedział Pan, że bał się Miłosza…

– Tak, i nie byłem jedynym. Wiele osób przez całe dziesięciolecia i w różnych miejscach globu bało się Miłosza albo bardzo mocno przeżywało spotkania z nim. Kiedy, zbierając materiały do tej książki, przebywałem w Kalifornii, spotykałem ludzi, którzy do tej pory pamiętali kłótnie, nieporozumienia z Miłoszem sprzed dwudziestu lat. On bardzo mocno oddziaływał na otoczenie.

– Czy poznał Pan dogłębnie Miłosza? Wie Pan, jakie było jego życie.

– Dość dobrze poznałem jego życie, głównie dzięki materiałom archiwalnym. Miałem przyjemność z nim rozmawiać i zadać wiele pytań, ale znacznie więcej dowiedziałem się o Miłoszu, czytając bardzo stare listy, notatki i najrozmaitsze utwory. Jednak ostateczna odpowiedź może być tylko jedna: nigdy nie poznajemy cudzego życia do końca. Nie znamy na wylot swoich przyjaciół, a co dopiero kogoś, o kim piszemy książkę, spotykając go u schyłku jego życia. Mam jednak poczucie, że dzięki tej pracy coś z jego życia zrozumiałem.

– Nagroda, którą Pan otrzymał, nie była przyznawana za biografie. Czy uważa Pan, że może to być wsparcie dla innych biografów?

– Można uznać, że biografistyka w Polsce ostatnimi czasy rozkwita. Pojawiają się książki o Ryszardzie Kapuścińskim, Januszu Korczaku, ks. Janie Twardowskim. Jest więc zainteresowanie tego rodzaju literaturą, jest też pewien nowy sposób mówienia o swoich bohaterach. Mam nadzieję, że w moim wypadku nieprzekraczający granic pewnego okrucieństwa wobec bohatera.

– Gdzie stawiał Pan te granice?

– Odpowiem banalnie: chciałem pisać jak najszczerzej i nie miałem cienia wątpliwości, że chcę być uczciwy z jednej strony wobec Miłosza, ale także wobec moich czytelników i w pewnym sensie wobec siebie. Nie chciałem niczego udawać. I z tej perspektywy pisanie nie sprawiało mi trudności. Wiedziałem, że są pewne momenty, jak np. choroba psychiczna jego syna, które powinny zostać powiedziane, żeby zrozumieć jego życie, ale nie powinno się epatować mnóstwem szczegółów. I tego starałem się nie robić. Choć oczywiście także w tym przypadku ocena nie należy do mnie. Zdarzało mi się natomiast słyszeć pochlebne opinie na temat mojej książki w tym temacie, więc miejmy nadzieję, że udało mi się należycie wyważyć tę delikatną kwestię.

– Jakie są plany na przyszłość Andrzeja Franaszka?

– Andrzej Franaszek chciałby coś jeszcze w życiu napisać i byłoby mu szalenie głupio, gdyby po latach wspominał, że był taki moment, kiedy opublikował biografię Miłosza, dostał za to nagrodę, a potem już się nic nie wydarzało. Ale na wszelki wypadek, żeby nie zapeszać, nie będzie się przechwalał.

Wywiad dostępny jest też w wersji wideo pod adresem: http://wrzesnia.tv/media/franaszekmp4